zobacz listę zgłoszeń

Nominowani w III edycji

urodzony w 1974 roku. Nominowany do Nagrody im. Wisławy Szymborskiej za tom "świat był mój" wydany przez Biuro Literackie. Wcześniej opublikował m.in. "alicję", "pójdziesz synu do piekła", "baw się". Przez 13 lat redagował dwumiesięcznik literacko-artystyczny „Studium”. Nominowany do Nagrody Literackiej Nike, Wrocławskiej Nagrody Poetyckiej Silesius oraz Nagrody Literackiej Gdynia. Jego twórczość tłumaczono na język angielski, niemiecki, ukraiński, rosyjski, duński, bułgarski, litewski, czeski, słowacki, słoweński, serbski i hiszpański.


O tomie "świat był mój":

„Świat był mój. Przed katastrofą. Czymkolwiek ona była, a teksty Honeta nie pozostawiają chyba wątpliwości (śmierć bliskiej osoby, kobiety, matki), spowodowała rażące naruszenie poczucia integralności. Choć wydaje się, że owo rozszczepienie musiało nastąpić wcześniej, inaczej śmierć nie zabrałaby jakiejś części tego, który zdaje z tego procesu relację. „Moje ciało rzuca twój cień” – pisze Honet. – „Przez twoją urnę patrzę (…) przeze mnie już nic”. Demontaż świata zewnętrznego jest odbiciem erozji, która następuje wewnątrz”.

Radosław Kobierski, „Tygodnik Powszechny”

 

„Kreacja w jego wierszach łączy się ściśle z odkrywaniem. Jak w mitach dawnych kultur jego opowieść o stworzeniu świata jest jednocześnie opowieścią o jego poznaniu - genezis staje się „nowiną” - ewangelią poety głoszącego swoje wtajemniczenie”.

Magdalena Rabizo-Birek, portliteracki.pl

 

„Swoją strukturą oraz wizją świata przypomina naszą wielką tradycję polskiej dwudziestowiecznej poezji katastroficznej”.

Jerzy Madejski, „Nowe Książki” 



gwóźdź

a lato było większe niż teraz,

ty wiesz. burze – kąpiele w spalarniach odpadów,

twój głos goniący mnie przez noc

pijaństwa. noce wyczekiwania

 

zasnął już bóg: swój fartuch, sztywny od zakrzepłej krwi,

postawił na podłodze i zaraz zeszły się

dzieci, krzyknęły – ooo!

wbiegły do niego cicho jak do lampy. karły i bliźnięta

 

drążyły w popielisku tunel kolejowy

i wyszarpnęły gwóźdź – wbiłem go

w twoją skroń, żeby cię przyzwyczaić

do nieśmiertelności, żaru

 

spalonej trawy, odrastającej teraz

razem z tamtymi ostami, z żeliwnym

świerszczem na dłoni, z przesuwającą się

ziemią, teraz już nad tobą


urodzony w 1982 roku. Do Nagrody im. Wisławy Szymborskiej nominowany za tom "Studium przypadku" wydany przez WBPiCA. Laureat nagrody im. Andrzeja Walentynowicza (za projekt K3 Sopot Slam). Publikował m.in. w „Tygodniku Powszechnym”, „Portrecie”, „Odrze”, „FA-arcie”, „Gazecie Wyborczej”, „Lampie”, „Ricie Baum”, „Pograniczach”, „Cegle”. Autor książki "Wiedeński high life", za którą otrzymał Wrocławską Nagrodę Poetycką Silesius 2010 w kategorii debiut roku, a także nominację do Nagrody Literackiej Gdynia w dziedzinie poezji. Jego wiersze były tłumaczone m.in. na język francuski, białoruski, hebrajski, angielski, norweski. Autor bloga jakobe.art.pl.


O tomie "Studium przypadku": 

„Mansztajn obraca więc tę jedną sytuację samobójstwa w palcach, przygląda się, komponuje coraz to nowe obrazy, przesadza bohaterów, bierze dawne wątki i rzuca na nie światło”.

Inez Okulska, dwutygodnik.com

„Bardzo wyrazista, która w ironiczno-absurdalnej tonacji opowiada o śmierci (i innych sprawach). Pojawiają się znani samobójcy artyści, mnóstwo „trucheł” i „umrzyków”, od których jednak nie dowiemy się, jak to jest po tamtej stronie”.

Justyna Sobolewska, „Polityka”

 

„Największą siłą tej książki jest właśnie ten lekki i ironiczny ton nadany makabrze. W świecie, w którym wszystko zostało już wyśmiane, kiedy to najbardziej absurdalne pomysły traktowane są poważnie Jakobe Mansztajn doszedł do wniosku, że język ironii jest najwłaściwszy".

Marcin Włodarski, czytaniewpiwnicy.blogspot.com

 

Ojciec i syn, i stolik z jabłkami

scena w pokoju, taki luźny układ:

ojciec i syn, między nimi stolik z jabłkami.

wydaje się, że nic, a w najlepszym razie

niewiele – siedzą bez słowa jak na strasznym

 

obiedzie. Przed chwilą obaj przeżyli

śmierć człowieka w telewizji (jego ciało

na chodniku jeszcze krzywo leży cicho i krew

w nim jak bolid kończy właśnie finałową rundkę). światła

 

trzask, kamera odjeżdża i dopiero teraz widać:

gdyby nie stolik z jabłkami, mieliby do siebie

bliżej. a tak – siedzą bez szans, że wyjdą z tego cało,

ojciec i syn, i puste między nimi ciało. 

Załączniki

urodzony w 1979 roku. Nominowany do Nagrody im. Wisławy Szymborskiej za tom "Horyzont zdarzeń" wydany przez Fundację Literatury im. Henryka Berezy w ramach kolekcji „eleWatora”. Jest to jego debiutancki tom, za który otrzymał także Nagrodę im. Henryka Berezy „Czytane w maszynopisie”. Z wykształcenia ekonomista. W swojej poezji podejmuje problematykę wykluczonych. Interesuje się ewolucją, fizyką teoretyczną, psychologią.
Pierwszy debiutant nominowany do Nagrody im. Wisławy Szymborskiej.


O tomie "Horyzont zdarzeń":

„Dawno nie czytałem debiutanckiego zbioru wierszy tak dojrzałego. I na dodatek tak świetnie skonstruowanego. Wadą charakterystyczną dla debiutanckich tomików jest zazwyczaj to, że w poszczególnych wierszach ich autor spłaca dług, jaki zaciągnął u poetów, u których terminował, którymi się fascynował. W efekcie: debiutanckie zbiorki składają się z wierszy powstałych w najrozmaitszych poetykach. W przypadku Mirosława Mrozka i jego książki Horyzont zdarzeń sprawa ma się całkowicie inaczej. W trakcie lektury poszczególnych wierszy tego autora nie sposób nie zachwycić się tym, że wyszły spod jednej i tej samej ręki, że spłynęły z jednego i tego samego pióra. Ten poeta ma swój styl”.

Janusz Drzewucki, posłowie do „Horyzontu zdarzeń”


„Poezję rozumiem Mrozek jako sposób myślenia o rzeczywistości, z naciskiem na autorefleksję, ale nie wierzy w dialog i możliwość porozumienia z czytelnikiem: „Jakakolwiek rozmowa między nami nie jest możliwa. Twoja rola: zachwyt lub pogarda” (…). Horyzont zdarzeń to mocna i oryginalna propozycja poetycka".

Marcin Orliński, „Twórczość”

 

„Czytelnik w trakcie lektury przekona się, że horyzont zdarzeń przypomina lustro, niczym w powieści Lewisa Carrolla, za którym kryje się intrygujący i niedostępny dla każdego świat alternatywnych dziejów i sytuacji”.

Mateusz Hachlica, elewatorkultury.org

 
 

Pierwsi będą ostatnimi

Obłąkani odnajdą drogę, lecz zaprowadzi

ich ona w inne miejsce – niż przypuszczali.

Którzy postradali zmysły, staną się

nad podziw rozsądni i do tego stopnia,

że rozum nie da temu wiary.

Sądzić będą, sami już osądzeni,

że urojeniem jest, co ich spotkało.

 

Tak zostało napisane – przeze mnie –

kto ma oczy – niechaj czyta,

kto ma uszy – niechaj słucha,

kto ma rozum – niech mu nie ufa.

urodzony w 1964 roku. Nominowany do Nagrody im. Wisławy Szymborskiej za tom "Przez sen". Poeta, felietonista, dziennikarz radiowy, od 2009 roku prowadzi własne, internetowe Domowe Radio „Studnia”. Niedawno założył wydawnictwo BEZ NAPIWKU. Autor kilkunastu tomów poetyckich, m.in. "Nieszczęście doskonałe", "W lunaparkach smutny, w lupanarach śmieszny", "Arytmia", "Pod światło". Laureat Nagrody Brulionu Poetyckiego, Nagrody im. Georga Trakla, Nagrody Kościelskich oraz Nagrody Miłosza, a w 2015 roku Nagrody Silesius. Jego twórczość tłumaczona była m.in. na język angielski, niemiecki, słowacki, słoweński, ukraiński.


O tomie "Przez sen":

„Poeta zasnął, a poezja się zbudziła. Wiele wskazuje na to, że Podsiadło wynalazł wreszcie sposób na to, jak twórczo milczeć, nie rezygnując przy tym z pisania wierszy”.

Marek Olszewski, dwutygodnik.com

 

„Ostatni jego tom Przez sen jest po prostu znakomity. Dla mnie typ talentu Podsiadły jest trochę taki jak Gałczyńskiego, zwłaszcza tego z późnych lat. Ostatni tom to bardzo dojrzała refleksja o życiu, o starości. Przekroczenie pięćdziesiątego roku życia przez tego poetę wydało niezwykle piękny owoc".

Jacek Łukasiewicz, Wrocławska Nagroda Poetycka Silesius

 

„No i w zeszłym roku Przez sen. I objawił nam się nowy ton tej poezji”.

Piotr Śliwiński, Wrocławska Nagroda Poetycka Silesius

 

 

Życiowy rozbitek

Pokrzywy nad stan i oset taki,

że kolce przebijają podłogę namiotu.

Jakoś się tu wpasowaliśmy z bytem

przeciążonym myśleniem, rozumnym, przesadnym.

Nurzam się w zieloności i oglądam z bliska

żagielki pajęczyn na masztach krwawnika

a klangor żurawi skrzypi czyściuteńko,

można by podług niego stroić instrumenty,

lecz nie ma instrumentów. Jest ogromna ilość

rzeczy, których nie ma. Na nich oparliśmy świat.

Znów krzyk ptaka i echo, echo bardzo długo.

A potem słucham ciszy i wydaje mi się,

że cisza słucha też mnie.

urodzony w 1977 roku. Nominowany do Nagrody im. Wisławy Szymborskiej za tom "Księga meldunkowa" wydany przez WBPiCA. Poeta i krytyk literacki. Wcześniej opublikował "Porę deszczu" (2003), "Puste pola" (2008) i "Collegium Anatomicum" (2011). Jego wiersze były tłumaczone na język angielski, chorwacki, hiszpański, niemiecki, serbski i węgierski. Autor bloga krytycznoliterackiego czytamcentralnie.blogspot.com poświęconego literaturze Środkowej Europy, powiązanego z Nagrodą Literacką Angelus.


O tomie "Księga meldunkowa":

„Maciej Robert podejmuje karkołomny, podszyty nostalgią wysiłek scalenia opowieści jednego życia. Obok wyrazistych, opartych na anegdocie utworów pojawiają się też ciemniejsze, idące w kierunku wizji i snu”.

Marek Olszewski, „Nowe Książki”

 

„Chodzi zwykle o podskórne ruchy, o to, co wydarza się pod powierzchnią, o składowe okoliczności, w których odbywa się praca śmierci (…). To wszystko trwa bez specjalnej dramaturgii, raczej z odrobiną melancholii”.

Jakub Skurtys, „Wyspa”

 

„Świetny, mocny tom, w którym różne porządki (zaangażowanie społeczne, przemijanie i śmierć, a także literacki problem zapośredniczenia obrazu rzeczywistości) wzajemnie się dopełniają i w wielogłosie opowiadają o życiu, którego nie chcemy widzieć na co dzień i którego nie pokaże nam nigdy telewizja. Które z biedy wyciągają jej nudę, ale i głębię, które pokazują niebezpieczeństwo każdego pojedynczego życia”.

Paulina Małochleb, krytykanaostro.blogspot.com

 

 

Stegna

Prawie czterdzieści. Dreszcze. Przypominam sobie

te upalne sierpnie, gdy kilka lat z rzędu ciągnęli mnie

na północ, wciąż w to samo miejsce, te same dekoracje.

Z jednej strony resztki Konzentrazionslager, z drugiej rdzawe

 

rakiety gotowe do lotu. Z tyłu las i śliskie padalce. Przede mną

morze, do którego odwracam się z pogarda plecami.

W zapiaszczonych sandałach aseptyczny bachor, plażowy

wykrzyknik. Wojownik z łopatką, wrzeszczący wniebogłosy

 

i podnoszący ręce, gdy na dnie grajdołu pieniła się woda.

Krzyczący aż do dzisiaj, w gorączce, ze zwichniętym

nadgarstkiem, który we śnie nie pozwalał pływać. Krzyczący

z całych sił, chwytający powietrze, kręcący się w kółko.