zobacz listę zgłoszeń

Nominowani w I edycji

„Bach for my baby” Justyny Bargielskiej stanowi rodzaj poetyckiej spowiedzi, której tematem jest przede wszystkim sfera tabu i to świadoma własnej poetyki. Bargielska buduje swoje wiersze za pomocą przełamywania konwencji, gry z tradycją i szeroko pojętymi normami. Jest buntowniczką, a walka stanowi główną siłę napędową jej twórczości. Pisze przeciwko normom językowym: przeciwko banałowi i sentymentalizmowi, rozsadza utarte zwroty językowe:

Codziennie rano budzę się z nadzieją,
że to właśnie dzisiaj zadzwonisz i powiesz,
że jednak mnie nie chcesz.

Walczy z konwencjonalnym rozumieniem płci, zamykaniu kobiety w kobiecej roli i zmuszaniu jej do używania języka kobiecej poezji. Bargielska jest poetką, ale sama wyznacza charakter swojej dykcji. Nie pisze o uczuciach w czułostkowy sposób, choć porusza treści tradycyjnie przypisywane tematyce kobiecej: macierzyństwo, miłość, zdrada:

Jest, owszem, kilku, którzy planują umrzeć w moich ramionach,
ale ja nadal nie znam ramion, w których chciałabym umrzeć.
i może już nie poznam, i umrę w swoich własnych,
i bardzo mi tak najlepiej. 


Pisze przeciwko tabu – przeciwko oddzielaniu treści wstydliwych, seksualnych od naszych „wysokich” wyobrażeń.
Liryka Bargielskiej jest zarazem bardzo kobieca, ale i pozbawiona płci, bo sposób jej widzenia świata ma charakter uniwersalny, rozsadza tradycyjne normy genderowe.

Jurorzy o „Bach for my baby”:
Wiersze Bargielskiej chociaż zwięzłe, są zawsze bardzo, a nawet ogromnie pojemne. Jej poetyka, która na pierwszy, powierzchowny rzut oka może się wydawać trudna i hermetyczna, tak na prawdę okazuje się przejrzysta i głęboka jak modlitwa, bo jej fundamentem jest współczucie.
Luigi Marinelli

Mocny, lapidarny język Bargielskiej pobudza wyobraźnię, promieniuje energią. Niespotykane skojarzenia, coś się dzieje poza konkretem rzeczywistości, wstępujemy w sferę niewyrażalności. Wielki talent poetycki.
Maria Delaperrière


Z recenzji „Bach for my baby”:
W nowym tomie Bargielska tworzy wyrazisty język miłości jako utraty. Ogień tutaj rozpala nie tylko królową, ale wszystkie te wiersze, niezwykle sugestywne, całe wersy zapadają w pamięć. I przy tej ostrości i bezwzględności jednocześnie rozumiejące spojrzenie obejmuje wszystkich dotkniętych miłosną utratą: „Znaki mówią mi: biedna, biedny, biedni wszyscy”. „Baby” – mówi królowa do siebie samej.
Justyna Sobolewska, Polityka.pl

Zgromadzone w tomie utwory są precyzyjne, ale unikają konkretu; jakby autorka sprawdzała, na ile może sobie pozwolić, ile ukryć, ile uchylić. To oczywiście konfesja, ale konfesja, która przede wszystkim próbuje ustalić granice intymności. Działają tu dwie dynamiki. Jedna dąży ku dosłowności, lapidarności – jakby chodziło o potok swobodnych skojarzeń – dlatego utwory mają charakter wypowiedzi wyjętych z kontekstu, z epistolarnego kontinuum. Druga dynamika przejawia się „pod presją istotności”, „schodzenia w głąb języka”.
Radosław Kobierski, Dwutygodnik.com

Justyna Bargielska rozziew pomiędzy rzeczywistością a językiem – z niespotykaną prostotą i w gwałtownych, acz nieprzytłaczających swoim śpiewnym tempem obrazach – nie tyle neguje czy też omija, co poddaje relacji i swoistemu pojednaniu. Warszawska poetka tworzy niemożliwą przestrzeń wiersza – przestrzeń spotkania, w której odnajdzie się również miejsca dla własności czytelnika. W fizycznie niemożliwej sytuacji wiersza – poddanego romansowi rozmowy, spotkania, relacji, etc. – obydwie strony, oddając się sobie wzajemnie na mniej lub bardziej określony czas, pozostają nadal w sobie.
Maciej Topolski, Przystań!

Więcej tu erotyzmu i czułości, mniej ironii i śmierci, do której przyzwyczaiły wcześniejsze książki. Bargielska pisze o kobietach jak nikt inny, pisze tak zachwycająco, jak Świetlicki pisze o mężczyznach.
Dawid Dziwosz, Read, eat, slip


Justyna Bargielska – ur. 1977. Poetka i prozaiczka, laureatka prestiżowych nagród literackich. Debiutowała w 2003 roku tomem wierszy „Dating Sessions”. Autorka tomów poetyckich: „China Shipping”, „Dwa fiaty”, „Bach for my baby”, a także prozy: „Obsoletki”, „Małe lisy”. Otrzymała nagrodę im. Rainera Marii Rilkego, jest też dwukrotną laureatką Nagrody Literackiej Gdynia – za „Dwa fiaty” oraz „Obsoletki”, za które dostała także Paszport Polityki. Nominowana do Nagrody im. Wisławy Szymborskiej za tom Bach for my baby wydany przez Biuro Literackie.

Poniżej, w załączniku tekst krytyczny wydrukowany w „Nowej Dekadzie Krakowskiej” 2013, nr 4/5.


Drugi tomik Krystyny Dąbrowskiej, "Białe krzesła", stanowi poetycki zapis spotkania z nieoczywistym, ze wszystkim tym, co ujawnia się dopiero w drugim momencie, w wyniku obserwacji, wymaga ostrożności, namysłu i uwagi. „Białe krzesła” nie są łatwe w odbiorze, bo aby wejść w poetycki świat autorki, potrzeba pełnej skupienia lektury. 
Dąbrowska z wykształcenia jest graficzką, artystką, stąd jej poezja operuje przede wszystkim spojrzeniem. Cały świat percypuje się tutaj za pomocą wzroku, powolnej kontemplacji, a czasem podglądania świata. Wrażliwość poetki nie pozwala jej jednak zostać podglądaczem, sprawia raczej, że skupia się ona na fotograficznym lub filmowym wyłapywaniu skrawków rzeczywistości, rejestrowaniu szczegółów:

Na sznurach rozciągniętych między nagrobkami
kobieta wiesza świeżo upraną bieliznę.
Podnosi ręce jak w niemym lamencie,
żeby przypiąć klamerką majtki czy koszulę.

Świat można poznać poprzez studiowanie fragmentu, detalu, przedmiotu – zdaje się mówić poetka. Przypatruje się wszystkiemu z niezwykłym spokojem, dzięki czemu dostrzega to, co kryje się pod powierzchnią:

W przedsionku,
między ulicą a świątynią
leżą moje buty
po całym dniu chodzenia.

Leżą jak łodzie
przy brzegu dywanu,
Po którym idę
jak po wodzie.


Poetka operuje negatywowym widzeniem świata, patrzy nań jak na pewnego rodzaju niegotową kliszę, która umożliwia zajrzenie pod podszewkę rzeczywistości. Głos Dąbrowskiej jest bardzo silnie zindywidualizowany, odległy od języka, jakim posługuje się pokolenie roczników 70-tych.

Jurorzy o nominowanym tomie:
Zachęcająca znajomość, ten tomik! Zaczyna się od szukania jakiegoś „ty”. Kończy się spotkaniem i współdziałaniem „my” – „Jesteśmy słownikiem”. Wiersze mają przeróżne podmioty: łóżko, buty, stołówka, mur, włosy mamy i taty. Jesteśmy w Kairze, Jerozolimie, na brzegu morza. Wiersze te zaskakują humorem i rzutkością.
Anders Bodegård

Doświadczenia dnia codziennego, przypadkowe niby-spojrzenia, chwilowe wspomnienia są w "Białych krzesłach" Krystyny Dąbrowskiej punktem wyjścia wierszy, w których uciekając od ozdób, znajdujemy bogaty „taneczny krąg” oryginalnego świata poetyckiego. Dąbrowska wchodzi na zwykłe „białe plastikowe krzesła”, żeby stamtąd obsypać nas swoją poezją. Wiersze Dąbrowskiej są świeże jak ich tytułowa biel.
Abel Murcia Soriano


Z recenzji „Białych krzeseł”:
Credo poetyckie Krystyny Dąbrowskiej, zarysowuje kilka podstawowych problemów, jakie pojawiają się w tym tomie. Pierwszym z nich jest codzienność przemieniona. Zwyczajność, powszedniość, która odsłania swój odświętny, radosny, często tajemniczy wymiar. Drugim problemem jest izolacja i jej przełamywanie, następnym, ściśle związanym z problemem izolacji – odrębność, inność, skaza i pęknięcie. Każdy niemal wiersz jest metaforą, obraz ma odsłonić inną warstwę rzeczywistości, która nigdy nie jest płaska, jednowymiarowa.
Pierwszy ogląd jest jak przez obiektyw aparatu fotograficznego. Za chwilę w to zdjęcie z czułością będzie się wpatrywać ktoś, kto pragnie być wewnątrz obrazu, czyje współczucie albo zachwyt i zdziwienie unieważni dystans. Zmysłowość opisu łączy się w sposób przedziwny z chłodem obiektywizmu, a świat, domagając się prawdziwego przedstawienia, odkrywa swoje kolejne warstwy. Przyłapane na stawaniu się i przekształcaniu fragmenty życia układają się w obraz całości.
Iwona Smolka, „Twórczość”

Białe plastikowe krzesła, przedmioty użytkowe, takie jak łóżko, miotła, buty – to w nich, a nie w ozdobnych fotelach, poetka szuka metafory codzienności. To one, czasem obskurne, niewygodne, wykonane bez smaku, są bliżej poezji, gdy modlą się w nich starzy rabini, dotykając czołami kamieni w Ścianie Płaczu.
Adrian Sinkowski, „Kultura Liberalna”



Krystyna Dąbrowska − ur. w 1979. Debiutowała w 2006 roku tomem „Biuro podróży”. Studiowała grafikę na warszawskiej ASP. Publikuje w „Kwartalniku Artystycznym”, „Gazecie Wyborczej”, „Dwutygodniku”, „Odrze”, „Twórczości”, „Kulturze Liberalnej”. Tłumaczka literatury angielskiej: Williama Carlosa Williamsa, W. B. Yeatsa, Thomasa Hardy’ego oraz Thoma Gunna. Przekłady poezji publikowała na łamach „Literatury na świecie”. W 2012 roku wydała nakładem Wydawnictwa Biblioteki Publicznej i Centrum Animacji Kultury swój drugi tom poetycki – „Białe krzesła”.


Poniżej, w załączniku tekst krytyczny wydrukowany w „Nowej Dekadzie Krakowskiej” 2013, nr 4/5.


Poetycki głos Łukasza Jarosza dobiega ze środka życia. To nie poeta wysokiej kultury, wyrafinowany erudyta, ale człowiek głęboko zanurzony w świecie, przeżywający niesłychanie silnie spotkanie z przyrodą, historią, innym człowiekiem.
Jarosz staje zawsze po stronie rzeczywistości, świata, w każdym tekście jest jednak autentyczny, sensualny. Wybiera zawsze wieś i przyrodę przeciwko miastu i cywilizacji, historię przeciwko współczesności, niezależnie czy jest to historia II wojny światowej, czy historia własnego dzieciństwa, nostalgię przeciwko nowoczesności, bycie przeciwko myśleniu, pracę, wysiłek fizyczny przeciwko biernej kontemplacji. Kreuje plastyczny obraz świata wiejskiego, przestrzeni żyjącej wolnym, osobnym rytmem:

woda ze źródła pita szeroko otwartymi ustami –
lato z trzaskiem przesila się nad głową:
w topolach, w drutach elektrycznych.

sosnowy pył
na włosach
i w oku.

Robi to jednak po to, by za chwilę wrzucić nas w świat wojenny, w rzeczywistość „maszyny do mielenia kości”:

ojciec karcił nie mówcie tak dzieci bóg patrzy
my na to niech się wpatruje
niech dobrze zapamięta nasze oczy
*
w garściach trzymał popiół i ziemię
porozumiewamy się jednym językiem
mową naszych wrogów

*
Podniosłam czaszkę do okna
i popatrzyłam przez otwór na chmury
*
mieli wielką piękną maszynę
do mielenia kości

Jego poezja nie jest jednak poezją nieokiełznanego żywiołu, lecz zbiorem szalenie sugestywnych obrazów, przemawiających za pomocą figury uobecnienia. Jarosz obojętny jest na tradycję gier językowych, szuka za to metafory przylegającej do świata.

Jurorzy o „Pełnej krwi”:
Liryka oszczędna w słowach, a zarazem bardzo ekspresyjna. Świadectwo nurtu we współczesnej poezji polskiej wyraziście obecnego – trzeciego pokolenia powojennego, szukającego zadomowienia na ziemi zbrukanej pamięcią ludobójstwa, spodlenia, w skalanej tradycji przesiedleńczej. Wrażliwość na dramaty ludzkie – jednostkowe i zbiorowe – odnajduje się we wrażliwości na krajobraz.
Adam Pomorski

Mocne wiersze o życiu, śmierci, przemijaniu, w których obrazy i opisy powszedniego życia na wsi zyskują moc metaforyczną. Ta poezja zdaje się mówić, że tak naprawdę sens życia kryje się w pamięci i w codziennych czynnościach, w „mądrości chleba“.
Renata Schmidgall


Z recenzji „Pełnej krwi”:
Życie i pisanie z dala od poetyckich metropolii daje wierszom Jarosza siłę i oryginalność, umożliwia mu wkraczanie na obszary rzeczywistości nieczęsto przez współczesną poezję obserwowane. To świat wsi, niewyraźnych obszarów podmiejskich, z ich mieszkańcami dojeżdżającymi do miasta, polami, z których zwozi się buraki pastewne, łąkami, gdzie w dzieciństwie pilnowało się owiec i rozpalało ogniska, lasem, gdzie zbierało się jagody i podglądało kąpiące się w jeziorze „przyjezdne dziewczyny”.
Świetna, wielowymiarowa, niejednoznaczna i prawdziwa poezja mówiąca własnym głosem.
Jerzy Illg, „Miesięcznik ZNAK”

Wiele wierszy Jarosza opisuje proste czynności, które stały się egzotyczne: opróżnianie pieca, wysypywanie popiołu, przynoszenie węgla i wody, ręczne prace w polu i koło domu. Jarosz portretuje kogoś, kto wielkim miastom przygląda się z dystansu, kto czuje się odtrącony przez symboliczny „Kraków”.
Wojciech Bonowicz, „Tygodnik Powszechny”

Łukasz Jarosz – ur. w 1978. Poeta, muzyk. Perkusista, wokalista i autor tekstów grup: Lesers Bend, Chaotic Splutter, Mgłowce, Zziajani Porywacze Makowców. Autor sześciu tomów poetyckich: „Soma” (2006), „Biały tydzień” (2007), „Mimikra” (2010), „Spoza” (2011), „Wolny ogień” (2011), „Pełna krew” (2012). Laureat wielu konkursów poetyckich, m.in.: im. Krzysztofa Kamila Baczyńskiego, im. Rafała Wojaczka, im. Reinera Marii Rilkego. Jego debiutancka książka poetycka „Soma” została wyróżniona I nagrodą w Konkursie Młodych Twórców im W. Gombrowicza zorganizowanym przez Fundację Kultury oraz otrzymała nagrodę Złoty Środek Poezji na najlepszy poetycki debiut książkowy (2007). Jego wiersze tłumaczone były na język chorwacki i włoski. Publikował m.in. w „Tygodniku Powszechnym”, „Gazecie Wyborczej”, „Twórczości”. Mieszka w Żuradzie pod Olkuszem. Do nagrody im. Wisławy Szymborskiej nominowany za tom "Pełna krew" wydany przez Znak.


Poniżej, w załączniku tekst krytyczny wydrukowany w „Nowej Dekadzie Krakowskiej” 2013, nr 4/5.

„Dziennik rozbitka” Krzysztofa Karaska zbiera wiersze z lat 1996-2012 i jest to kompozycja monumentalna: poetycki diariusz składający się z trzech części, wielowymiarowy, operujący wieloma językami, odwołujący się do różnych epok, poetyk i tradycji literackich. Karasek buduje tutaj swój świat z tego wszystkiego, czego doświadczył i co go dotknęło, z odniesień do lektur poetyckich i spotkań z przyrodą:

Macam nogami pod łóżkiem
nie mogę znaleźć kapci
Macam nogami pod łóżkiem
nie mogę znaleźć snów


Ujawnia się w tym tomie jako poeta pochłaniający otaczający go świat. Inspiracją staje się wszystko: literatura, ale i biografia, uniesienia estetyczne i życie codzienne. Dzieła sztuki i mrówki:

Zjawiły się niespodziewanie
jak litery arabskiego alfabetu (…)
coś chciały mi powiedzieć może
czego nie zauważyłem.

Jego dziennik to zapis chaosu, ale poprzez pisanie poeta próbuje ów nieporządek ogarnąć, wprowadzić ład (choćby tylko pozorny). Opis systematyzuje, pozwala mu na chwilowe choćby skupienie.
Karasek to poeta żywiący się tradycją, świadomie nawiązujący do poezji XX wieku, czerpiący z Juliusza Słowackiego, Czesława Miłosza, Tadeusza Różewicza i Stanisława Grochowiaka. Te różne zupełnie szkoły i wykluczające się poetyki w jego twórczości w paradoksalny sposób łączą się, pokazując wielość jego twarzy i zainteresowań:

Poeta potyka się o swój cień,
nagle znajduje się na cmentarzu
i stwierdza, że wszystkie groby
są puste.



Jurorzy o „Dzienniku rozbitka”:
Fakt, że Dziennik rozbitka można potraktować jako dzieło otwarte, do którego autor powraca na przestrzeni lat jest wartością dodatkową pokazującą poetycki świat Karaska jako złożony wszechświat o rożnych konstelacjach w permanentnym formowaniu się.
Abel Murcia Soriano

Z jednej strony - uderzający jest maksymalizm podjętego przez Karaska przedsięwzięcia, pragnienie napisania kolejnej Księgi, podsumowującej to, co sam poeta ma do powiedzenia o poezji, świecie i własnym losie. Z drugiej - w książkę Karaska wpisane jest oczywiste poczucie niemożności zrealizowania podjętego projektu; Księga rozpada się na dziesiątki (a potem - setki) dodawanych do siebie dziennikowych fragmentów, a podmiot poematu nie tyle scala swoje istnienie, ile pokazuje siebie jako rozbitka.
Marian Stala

Z recenzji "Dziennika rozbitka":
Karasek zawsze był poetą wrażliwym na język, ujawniał problemy i niebezpieczeństwa komunikacji międzyludzkiej, wieloznaczności słowa i mechanizmy perswazji propagandowej. W najnowszych wierszach lingwistyczne zacięcie go nie opuszcza, choć lingwizm przyjmuje postać bardziej dyskretną.
Dariusz Pawelec (z recenzji wewnętrznej)

Karasek obarcza swoją poezję właściwie podstawowym zadaniem filozoficznym - pytaniem o sens bycia, sens świata, sens poezji. Obecność tych wielkich pytań w jego twórczości stanowi o jej znaczeniu i wadze. Stawiam ją wśród najwyższych realizacji współczesnej poezji polskiej, a nawet europejskiej.
Ryszard Kapuściński, „Topos”

Rozbitek Karaska nie jest figurą literacką wymyśloną przy biurku, lecz zapisem realnych doświadczeń. Kolejność wydaje się tu znacząca, gdyż człowiek o tyle może wyrazić siebie wielogłosowo i wielowymiarowo, o ile jest twórcą, a więc kimś, kto nie tylko w miarę jasno widzi siebie oraz mechanizmy i realia świata, ale potrafi ten ogląd wyrażać. Karaskowy rozbitek nie jest monolitem! To raczej osoba rozpisana na twarze. Jakie twarze? Poety, mędrca, intelektualisty, ale także outsidera, samotnika, ale też podróżnika czy biesiadnika.
„Dziennik rozbitka” wydaje się najważniejszą książką poetycką w dotychczasowym dorobku Krzysztofa Karaska.
Grzegorz Kociuba, wstęp do „Dziennika rozbitka”

(…) jest bardziej niż inni z jego pokolenia wchłaniaczem i przetwarzaczem czy może raczej generatorem poetyckiej energii wszechczasów, jakimś multipoetą, przekazicielem doświadczeń wielu pokoleń artystów słowa.
Adriana Szymańska, „Księga objawień”

Krzysztof Karasek – ur. w 1937. Debiutował w prasie poetyckiej w 1966 roku, jego pierwszy zbiór utworów „Godzina jastrzębi” ukazał się w 1977 roku. Należy do czołowych przedstawicieli pokolenia poetyckiego Nowej Fali. Pracował w miesięcznikach literackich i jako radiowiec, przygotowywał zbiory poezji oraz wydania antologii poezji polskiej, popularyzując twórczość innych poetów. Do nagrody im. Wisławy Szymborskiej nominowany za tom "Dziennik rozbitka". 

Poniżej, w załączniku tekst krytyczny wydrukowany w „Nowej Dekadzie Krakowskiej” 2013, nr 4/5.


„Głosy” Jana Polkowskiego to pierwszy poetycki zapis wydarzeń Grudnia 1970 roku, tom w całości poświęcony jednemu z najmroczniejszych i najbardziej dramatycznych wydarzeń ze współczesnej historii Polski. Polkowski stosuje tutaj lirykę roli, oddaje swoje pióro anonimowym robotnikom. Jego pisanie to praca pamięci, wyławianie z zapomnienia pojedynczych losów ludzkich.
Polkowski jest tu poetą sprawiedliwości, przywracającym pamięć ofiar, staje się rzecznikiem pobitych i pokonanych. W jego zbiorze napięcie wytwarza się poprzez połączenie stylu wysokiego, służącego do opisu dramatycznych zdarzeń historycznych oraz zwykłego, codziennego życia, jednostkowego losu. Polkowski, choć utrzymuje patetyczny sposób mówienia, stara się maksymalnie zbliżyć do swych bohaterów: wprowadza tu ciężarne kobiety, młodych chłopców, dorosłych robotników, stare matki, synów-sieroty i zastrzelonych ojców:

Kochany Tato, strasznie cię nienawidziłem
dlatego, że nie było a reszta świata była.
Pewnie także dlatego, że dopiekała bieda.


Czy też:

Nie powiedziałam ci, że jestem w ciąży.
Jesteście tacy podobni, uparci i porywczy
I obaj nie żyjecie, ty i twój syn.(…)
Masz takie matowe oczy jakbyś chciał ojca zabrać
do nieba mojego brzucha.


Jego kolejne wiersze mają charakter monologów, osobistych, intymnych wypowiedzi osób uwikłanych w wypadki na Wybrzeżu. Podmiotowość jego postaci składa się tutaj jednak na los zbiorowy, buduje obraz skrzywdzonej wspólnoty, którą pozbawiono pamięci o jej własnej historii.


Jurorzy o "Głosach":
Przenikać los ludzi wyblakłych, których życie uwięzło w niejasnej frazie znikającego cienia?”. Jest to świadome lub nieświadome podjęcie pytań i dawnych dylematów Miłosza – co istotne, poetycko prawdziwe, bez fałszywych tonów. Waga tych pytań i dylematów jest wielka – byłoby niedobrze, gdyby współczesna poezja polska się ich wyrzekła.
Adam Pomorski

Książka mocna i wyrazista poetycko.
Marian Stala

Odnalazłem Polkowskiego po 30 latach, rozpoznaję jego głos – powagę i płomień. Tematyka wiąże się z wczesną poezją: walką o wolność, wiarą i męczeństwem. Przeprowadził się na Wybrzeże, gdzie oddaje głos ofiarom 1970 roku. Ton brzmi przekonująco. 
Anders Bodegard

Z recenzji „Głosów”: 
To właśnie ten żywy puls wierszy - puls pewnie i czysto poprowadzonych fraz - sprawia, że poezja Polkowskiego wciąż wychodzi naprzeciw istnieniu. Podtrzymuje je i utwierdza, pozostaje mu wierna. Wciąż na różne sposoby dotyka tajemnicy naszego istnienia i istnienia świata. I wciąż jest słowem właściwie użytym. Wsłuchuje się w naszą wspólną przeszłość, w przeszłość zaprzepaszczoną, zstępującą do otchłani (…). Wiersze (…) wydobywają z milczenia coś, co jest proste i zwyczajne, a zarazem poruszające i pełne znaczenia - jak nasze życie, jak my sami.
Paweł Próchniak, „Bliza. Kwartalnik Artystyczny”


Poezja ma się stać, według Jana Polkowskiego, swoistym medium dla tych, którym głos odebrano, których życie zakończyło się przed czasem, których — powiedzmy to, co oczywiste i dlatego tak trudne do zrozumienia — zamordowano z zimną krwią. (…)
Wizja poezji, która „użycza swojego głosu, a umniejsza swoje pragnienia”, jest mi niezwykle bliska. Oto wiersz przestaje być emanacją ego poety, stając się właśnie głosem w nieprzerwanej rozmowie pokoleń, gdzie żywi mówią do umarłych, umarli do żywych.
Przemysław Dakowicz, dakowicz.blogspot.com

Jan Polkowski – ur. w 1953. Zadebiutował w 1978 roku na łamach podziemnego kwartalnika „Zapis”, pierwszy tom poetycki nosił tytuł „To nie jest poezja” (Nowa, 1980). Jest laureatem nagród poetyckich m.in. nagrody im. Kościeliskich. Jego twórczość była tłumaczona na wiele języków, m. in. angielski, francuski, szwedzki, hindi. Nominowany do nagrody poetyckiej im. Wisławy Szymborskiej za "Głosy", tom wydany przez Bibliotekę „Toposu”, 2012.



Poniżej, w załączniku tekst krytyczny wydrukowany w „Nowej Dekadzie Krakowskiej” 2013, nr 4/5.